sobota, 9 lutego 2008

Kilka dni pracowitej przerwy

Tuż przed końcem weekendu w stronę kosza dzielnie przycelowała Apatia. Zespół o którym nie mogę powiedzieć złego słowa … jak to nie mogę? Zabroni mi ktoś? Jasne że mogę … ale nie chce, bo tak się składa że ta punkowa załoga ma w sobie spore pokłady buntu i energii jakże niezbędnej w tego typu muzie. Co nie zmienia fucktu, że w obliczu ostatnich dokonań np.: El Banda (ostatnich i jak na razie jedynych) jakoś nie widzę sensu przetrzymywania ich na nośniku.

Delikatnie lekko z dupy trafiła mi się demówka Behemotha The Return Of The Northern Moon. Niesamowite jaką drogę ekipa Nergala (tu jeszcze w składzie z Graalem na garach) przebyła od 1992 do dnia dzisiejszego. Dwa całkowicie różne światy nie mające ze sobą wiele wspólnego. Behemoth a.d. 92 to raczkująca kapelka robiąca mrok, ale nie robiąca wrażenia. Behemoth a.d. 2007 to śmierć i zniszczenie!

Samo rano przyniosło małą rozterkę Pt: Dani Filth i jego Wampiry. Miałem zamiar zdecydowanie wziąć się za angoli i rozprawić się z nimi bezlitośnie, a tu kupa i to solidnych rozmiarów. Nymphetamine mi się spodobało – łot i klops L W zamian wziąłem się za Brutal Truth i myślę że pójdzie mi łatwiej. Zapewne zostawie to co mam … na kasecie.

Dziś nierówną walkę o przetrwanie przegrało Dark Ride by Helloween. Krótkie uzasadnienie? Po pierwsze (primo) nie ma Kiskego. Po drugie (primo) zostały mi Keepery. Po trzecie (primo ultimo) nie ma Kiskego i zostały mi Keepery J

Jakoś tak się złożyło że kontynuuje wątek Power metalowy i dziś leci Blind Guardian. Dwie pierwsze płytki prezentują całkiem fajne melodyjne granko „do przodu” z niezłymi melodiami (zwłaszcza druga - Follow the Blind) ale i tak pierwszą która mnie zainteresowała dziś na tyle, żeby ją ew. wstawić na składankę była trzecia w dyskografii Tales From the Twilight World. Apropos składanki: muszę wymyślić jakiś niezły tytuł. Sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie…

Brak komentarzy: