Po Defiance spodziewałem się thrash metalu, dostałem punk. Z gatunku tego energetycznego, brudnego. A dlaczego spodziewałem się thrashu? A bo ja wiem, ale jak zacząłem szperać po necie celem przybliżenia sobie o co kolesiom chodziło, wyskoczyło mi kilka stron z … thrashowym Defiance właśnie. Nic to, kolesie młócą dość sympatycznie, ale nie tym razem. Żwawe, motoryczne numery, okazjonalnie trochę więcej melodii w gitarach, chóralne skandowania. Za mało jak na zapowiadaną klasę tej składanki J
Remanentów czas dalszy: L.A.P.D. czyli kolejny (obok Sex Art.) protoplasta Korn. Trochę ciężkich gitar, troche funky, pulsujący bas… znowu obyło się bez moczenia spodni… niestety ;)
No i pomału będę się pozbywał Ratos De Porao, zespołu który jest mi znany głównie z tego, że swego czasu ich ziomale z Sepultura wzięli się za kilka ich numerów. Z racji tego, że zalega mi to na hdq dość długo, przesłuchałem to może ze 3 razy, przesłucham 3+1 raza i kopa. Aż szkoda, bo całkiem ostre i agresywne to to. Będzie trzeba jednak jakąś selekcje naturalną zrobić. Ot co.
Wziąłem się za Ulver. Podobnie jak w przypadku Summoning od końca, gdyż oba te zespoły wyszły z Black Metalu by z czasem ewoluować. Różnice jednak są takie, że o ile późniejsze propozycje Summoning raczej mnie specjalnie nie ujęły (zresztą początki też nie), tak w przypadku Ulver jest zgoła odwrotnie. Ich aktualne (w miarę) oblicze jest tego rodzaju mrokiem, który mnie jara. Minimalistyczne w formie, depresyjno – melancholijne w treści. A z innej nieco beczki – Nattens Madrigal, jeden z ich pierwszych albumów (który mam okazje również przesłuchać), prezentuje naprawdę fajny, szybki i surowy black. Póki co jedynie stan przejściowy pomiędzy biegunami jakoś mi nie leży.
Następną kapelą która nie zagrzeje już długo miejsca na twardzielu jest legenda polskiej sceny – Christ Agony. 5 albumów przez które się przekopuje prezentuje wszystko co tylko możliwe, od blast beatów, przez średnio wolne tempa (dużo), spokojne, klimatyczne numery kojarzące mi się ze starym … Kult … w międzyczasie jakiś techno remix, średniowieczne cóś … za dużo wrażeń z których za mało wynika. Jedynym fragmentem z tych przesłuchań dzisiejszych był nieco progresywno-rockowy motyw który wpadł mi w ucho, ale z racji przeładowania nie mam pojęcia w którym numerze go szukać, a numer jakoś ponad 10 minut chyba trwał. Do przypomnienia został mi jeszcze tylko Moonlight, ale z racji posiadania go na kasecie, nie sądze żebym go potrzebował w wersji cyfrowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz